Wczytywanie ...

Jak się pozbyć perfekcjonizmu?

Co mam na myśli, pisząc o perfekcjonizmie?

Śledząc Wasze wypowiedzi na grupach pisarskich na Facebooku, zorientowałam się, że znaczenie słowa „perfekcjonizm” wcale nie jest tak oczywiste, jak mi się wcześniej wydawało. Trudno też znaleźć w sieci satysfakcjonującą definicję tego zjawiska. Każdy postrzega dążenie do doskonałości w nieco inny sposób, stąd dla jednych perfekcjonizm jest godny pochwały i naśladowania, a dla innych wprost przeciwnie – jest toksyczną tendencją, która sabotuje wszelkie działanie.

Z pewnością, niezależnie od jego pojmowania, perfekcjonizm jest dość złożonym zjawiskiem. Dla uproszczenia w napisanym niedawno artykule skupiłam się na ciemnej stronie dążenia do perfekcji. Bieżący tekst również będzie się odnosił do niszczącego oblicza perfekcjonizmu.

Nie znaczy to jednak, że chęć samodoskonalenia, staranność, precyzyjność i sumienność są czymś złym lub szkodliwym. Są to oczywiście cechy nie dość, że naturalne, to jak najbardziej korzystne. Poza tym do napisania dobrego tekstu potrzeba czegoś więcej niż przypływu natchnienia, a pierwszy draft zawsze wymaga dopracowania.

Problem zaczyna się tam, gdzie chęć napisania dzieła doskonałego, rodzi blokady. Pisząc o perfekcjonizmie, mam na myśli ekstremalnie wysokie standardy. Dochodzi do tego pragnienie osiągnięcia ideału, który jest niemożliwy do określenia, a przez to niedościgniony. Prowadzi to do braku swobody w tworzeniu, fiksowaniu się na poprawkach.

W pewnym momencie pracy nad tekstem trzeba powiedzieć sobie dość, a nie każdy to potrafi. Osobiście znam osoby, które są tak ogarnięte perfekcjonizmem, że nie są w stanie skończyć żadnego tekstu. Znam też takie, które w ogóle nie piszą z obawy, że wyjdzie im coś odbiegającego od doskonałości (czymkolwiek ona jest).

Trzeba wyczuć, kiedy wreszcie można uznać, że wystarczy, że dalsze poprawianie niewiele już wniesie albo wprost przeciwnie – może zaszkodzić, doprowadzając do pogorszenia tekstu.

 

Jak zatem radzić sobie z ciemną stroną perfekcjonizmu?

I. Akceptacja i autoempatia

Perfekcjonizm blokuje twoje działania i odbiera Ci całą przyjemność z pracy. Masz tego dosyć i chcesz zmienić ten stan, ale czujesz opór i znowu się krytykujesz. Bardzo możliwe, że podchodzisz do tego zbyt… perfekcyjnie. Zacznij więc od akceptacji i obniżenia sobie poprzeczki. Walka z samym sobą z pewnością nie ma sensu.

Radzenie sobie z perfekcjonizmem nie oznacza wyzbycia się tych tendencji na zawsze i w 100%. To niemożliwe i szkodliwe. Takie podejście oznaczałoby bowiem powrót do idealistycznych, niemożliwych do realizacji dążeń, z których przecież chcesz zrezygnować.

Zacznij więc od tego, by zamiast na swoich brakach, skupiać się na postępach, jakie robisz, na tym, co Ci wychodzi. Doceniaj swoje sukcesy i stawiaj sobie bardziej realistyczne cele. Pamiętaj też, by nie porywać się od razu z motyką na słońce. Przyjemniej będzie skorzystać z metody małych kroków.

 

II. Świadomość faktu, że doskonałość nie istnieje

Czy jesteś w stanie określić do czego właściwie dążysz? Jak taki ideał miałby wyglądać?

Czy są jakieś normy, które definiują dzieła literackie według poziomu geniuszu?

Oczywiście, że… nie. Doskonałość danej książki jest kwestią subiektywnej oceny.

 

 

III. Stawianie na autentyczność

O zaletach spontaniczności i autentyczności pisałam dużo w poprzednim artykule. Jeśli dręczy Cię ciągły przymus poprawności i doskonałości, pomyśl chwilę o tym, co w ten sposób tracisz. Być może jest to twoja wyrazistość, Twój wyjątkowy przekaz, który nie ma szansy przebić się przez warstwy sztywnej zbroi, w którą się ubrałaś/eś. Może tracisz radość i przyjemność z pracy, magię stanu FLOW, naturalną ekspresję. A co dostajesz w zamian? Być może nic specjalnego – przeciętność, sztampę, a do tego jeszcze spinę i ból głowy.

Zastanów się nad tym, czy poprawność jest rzeczywiście lepsza od wyrazistości? Czy perfekcja jest naprawdę tak atrakcyjna i lubiana?

Czy warto jeść bułkę przez bibułkę? Czy to jeszcze Ty, czy cień Twojego wewnętrznego artysty?

 

IV. Oswajanie się z krytyką

Na koniec zostawiałam to, co jest chyba dla perfekcjonisty najtrudniejsze (aczkolwiek próby spoglądania na siebie przychylniejszym okiem i docenianie małych sukcesów też mogą stanowić nie lada wyzwanie).

Radzenie sobie z perfekcjonizmem wymaga odwagi do odsłonięcia się. Niezależnie od tego, co prezentujesz światu, czy jest to obiektywnie dobre, czy nie, prędzej czy później czeka Cię krytyka. Warto mieć tego świadomość i gotowość na jej przyjęcie. Jest to oczywiście trudne, bo odruchowo chcemy uniknąć zranienia. Perfekcjonizm jest więc reakcją obronną, która ma nas uchronić przed odrzuceniem. Założenie jest szczytne – jeśli będę idealny, nikt nie będzie mógł ocenić mnie negatywnie. Niestety jak już pewnie zdążyłaś/eś się zorientować, to tak nie działa. Ludzie będą Cię oceniać niezależnie od tego, jaki będziesz. Najlepsze, co możesz zrobić, to po prostu się do tego przyzwyczaić i pozwolić sobie na autentyczność i cieszenie się swoją pracą i jej owocami.

A co zaś się tyczy krytyki, to warto wyciągnąć z niej wnioski. Paradoksalnie krytyka, o ile jest konstruktywna, może nam pomóc w samodoskonaleniu bardziej niż nadmierna samokontrola.
 

Zdjęcia pochodzą ze strony Unsplash.com.

Dodaj komentarz